• Paulina Skorupa

Dlaczego boisz się wyrażać swoje myśli?

Czy kiedyś zastanawiałaś się nad tym dlaczego zatrzymujesz się w pół słowa nawet kiedy czujesz, że masz rację? Albo kiedy chcesz być wysłuchana. U mnie dzieje się to bezwiednie, moim nerwowym tikiem, który niezawodnie zdradza dyskomfort wyrażania siebie, jest nerwowy śmiech. Czasem dodaję go na końcu zdania, żeby rozładować napięcie. Żeby odwrócić uwagę od tego, co może tak naprawdę chciałam powiedzieć.


Tak jakby życiową misją, nie było spełnianie wyznaczonych celów i podążanie za talentami ale za utrzymanie pokoju za wszelką cenę. Jestem dobrym obserwatorem i już jako dziecko lepiej czułam się w sytuacji, kiedy patrzyłam na zabawy innych na podwórku, ale w nich nie uczestniczyłam. Podobnie mam teraz, kiedy widzę ludzi którzy z taką łatwością wchodzą w konfrontacje z innymi. Tak jakby w ogóle nie robiło im to żadnej różnicy, że ktoś ich nie polubi.

Pomimo wielkiej pracy którą zrobiłam dla siebie i dla swojego rozwoju, zauważyłam że unikam konfrontacji. Może dlatego, że obawiam się potencjalnego konfliktu? I Dlaczego sama myśl o nim wywołuje u mnie taki stres? Dlaczego jestem w stanie całkowicie wyłączyć swoje potrzeby, po to aby zachować strzępki wątpliwego pokoju? Czy może to fakt, że dziewczynki wychowuje się tak aby były grzeczne. Czy może to dlatego, że widziałam inne kobiety, ktore wolały się nie odzywać. Bo nie chciały być źle ocenione albo co gorsza wydawały się sobie głupie.


Czy może to zupełnie unikalny sposób przetrwania, wypracowany na podstawie doświadczeń życiowych. Takie poczucie, że lepiej się w pewnych sytuacjach po prostu nie odzywać? Wiadomo, że logika nie ma tutaj nic do rzeczy, bo można i tysiąc razy sobie tłumaczyć, że nie ma się czego bać i mówić co się myśli. A jednak w sytuacji dyskomfortu jakoś nie można. Tutaj działają siły rządzące się innymi prawami.


Głównym zadaniem naszego umysłu, a raczej software zwanego podświadomością, jest utrzymanie nas przy życiu. Tylko tyle. Ten sam program dzięki któremu nie musisz uczyć się codziennie rano jak wstawać, chodzić i iść do toalety, troszczy się także o twoje bezpieczeństwo. Wyłapuje potencjalnie trudne sytuacje, które oczywiście według niego stanowią zagrożenie i koniec. Więc jeśli w przeszłości wydarzyło się coś, co dało sygnał o niebezpieczeństwie, umysł już wie co robić, ma narzędzia i nie zawaha się ich użyć.


Zauważyłam także, że nie zawsze się tak dzieje. Muszę przyznać, że kiedy spodziewam się trudnych rozmów, ćwiczę w myślach ich przebieg. Kiedy jestem przygotowana całkiem dobrze idzie mi bycie spontaniczną, ale stawianie na swoim wywołuje poczucie winy. To jest druga część problemu, tak jakby ta wygrana, której już się nie chce. Może to niezadowolenie, kiedy „unieszczęśliwiałam” innych stawianiem na swoim. Może, to rzucane dobrotliwie „niech ci będzie” nie jest wcale takie przyjazne, a raczej ma na celu wywołanie określonych uczuć i emocji.

I jak to jest z tą granicą, co mi wolno a czego nie. Kiedy kończy się moja autonomia? Czy kończy się wtedy, kiedy ktoś jest ze mnie niezadowolony? Czy może to jest tylko iluzja i zespół wyuczonych zachowań? Czy może trzeba przeprogramować software tak aby zacząć świecić swoim własnym światłem. Jakie są twoje sposoby na wyrażanie swojego zdania? Czy łatwo przychodzi i powiedzenie tego co myślisz? Podziel się w komentarzu.

#rozwoj #strach #obawa #wyrazaniemyśli #dyplomacja #wlasnezdanie






5 wyświetlenia

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie